Wednesday, 17 January 2007
Whisky w przedsionku korporacyjnego piekła.
Żywot zawodowy Whiskego obfitował w perturbacje małej skali. Wydarzeniem na miare sztormu było zwykle zawalenie terminu zbiegające sie z syndromem posmenstrualnym (sądząc po objawach) wodza. Wódz jednak postanowił zamieszać, co gorsza charakter wodza sprzyja dotrzymywaniu postanowień. Whisky cenił sobie płaską (niczym kora mózgowa Romana Giertycha) dotąd strukturę zarzadzania firmą. Wódz opanowany entuzjazmem towarzyszącym zwykle jego nowym ideom postanowił to zmienić. Whisky dostał ambitny projekt i ludzi do dowodzenia. Liczna mnoga jest tu nieco na wyrost, bo liczebność zbioru wyraża się cyfrą "2". Whisky dużo myśli o projekcie, niestety chyba nie do konca w taki sposób który przypadłby wodzowi do gustu. Whisky bowiem stara się nadać projektowi jakis adekwany kryponim. Z niewyjaśnionych przyczyn mysli Whiskego uparcie i niebezpiecznie blisko krążą wokół jednego i tego samego słowa: "Titanic".
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment